Kto o nas napisał?

Dark Restaurant w Poznaniu

2017-03-31

http://www.niemarudz.me/dark-restaurant-w-poznaniu Dark Restaurant w Poznaniu Restauracje 2015 02 06 Jesteśmy polisensoryczni. Świat poznajemy wszystkimi zmysłami i trudno byłoby wyizolować, rozdzielić efekt końcowy na poszczególne wrażenia. Znacie to powiedzenie, że jemy oczami - prawda? Pierwsze wrażenie jest najważniejsze. Smak potrawy prognozujemy na podstawie jej wyglądu. Informacje wizualne pozwalają odgadnąć składniki, przewidzieć konsystencję, fakturę. Co dzieje się więc, kiedy pozbawimy się tego źródła danych? Postanowił to sprawdzić Jarosław Ludwicki, restaurator z Poznania, właściciel słynnej Dark Restaurant. Sam koncept całkowicie wyciemnionej restauracji nie jest nowy; na świecie działa kilkanaście lokali opartych na tej licencji. Również w Warszawie podjęta została próba wprowadzenia tego konceptu, jednak Danse le Noir w Novotelu nie przetrwało próby czasu. Poznańska Dark Restaurant działa już od ładnych kilku lat i na brak zainteresowania raczej nie narzeka. Może to za sprawą fantastycznej załogi, która doskonale wie co zrobić, by gość poczuł się wyjątkowo? Od samego progu wizyta w restauracji staje się niezwykłym, personalnym doświadczeniem; odwiedzając Dark Restaurant nie zostaniesz po prostu obsłużony, o nie. Lepszym słowem jest “ugoszczenie” - bo właśnie w pełnym tego słowa rozumieniu poczuliśmy się gośćmi, mile widzianymi i oczekiwanymi. Po wejściu i pozostawieniu płaszczy w szatni zostaliśmy zaproszeni do niewielkiego pomieszczenia (jeszcze oświetlonego, choć w całej restauracji - poza salą ciemną, panuje półmrok przyzwyczajający stopniowo do czekającego nas doświadczenia). Tutaj następuje kilkuminutowa rozmowa z właścicielem, podczas której poznajemy pokrótce historię miejsca oraz zostajemy przygotowani do przejścia w ciemność. Dowiadujemy się między innymi ile będzie potraw, ile czasu spędzimy wewnątrz, co zrobić kiedy poczujemy się słabo lub niepewnie, jak przywołać kelnera itd. Manager zbiera także dokładny wywiad o naszych preferencjach i alergiach pokarmowych - menu jest niespodzianką, zatem niezwykle ważne jest indywidualne przygotowanie potraw do każdego gościa. Mogłabym przecież nieopatrznie zjeść na przykład owoce morza, a to w moim przypadku nigdy nie kończy się dobrze… Po chwili pojawia się przesympatyczna kelnerka z noktowizorem i prowadzi nas do wyciemnionej sali. Spodziewam się mroku, tymczasem wchodzimy w perfekcyjną, aksamitną czerń. Na stole stoi miseczka z wodą do płukania palców - podobno ktoś kiedyś próbował sztućcami, jednak my zdecydowanie wybraliśmy opcję nieco mniej cywilizowaną, ale za to sprawiającą znacznie więcej frajdy. Po chwili oczekiwania (wydaje mi się, że po kilku minutach, ale - jak zorientujemy się później - w ciemności czas płynie zupełnie inaczej…) pojawiają się przystawki. Wybraliśmy zestawy Mood Food, czyli jedzenie poprawiające nastrój. Niecierpliwie, choć z lekkim wahaniem ładujemy paluchy w talerze. Początkowo jest nieco dziwnie, ale… podoba nam się to! Łamanie reguł, przekraczanie własnych granic jest niesamowicie odświeżające, ożywcze, odprężające - myślę, że między innymi tym względom psychologicznym Dark i jej podobne zawdzięczają swój sukces. Podejrzewam, że doświadczenie jedzenia w ciemności może być formą terapii, niesamowicie relaksującej i zdejmującej wiele blokad. W moim talerzu jest mnóstwo faktur, konsystencji, temperatur. Mam coś chrupiącego, i coś kremowego. Coś małego - dużo małych, zimnych cosiów. I kilka dużych, ciepłych, kruszących się. Jeden pakuję Adamowi do ust, sama kradnę z jego talerza coś miękkiego, śliskiego - przecież i tak nie zauważy! ;) Ledwo uporamy się z przystawką, wjeżdża danie główne. I znowu - bogactwo smaków, zapachów, kształtów. Idealnie wyważone kontrasty i dopełnienia. Większość odgadujemy - choć nie od razu. Mnóstwo przy tym radości! Chwila odpoczynku i deser. Tu zupełnie nie wiemy, czego się spodziewać. Ładuję łapę w coś zimnego i słyszę cichy śmiech kelnerki. No tak, lody palcami? Czemu nie? :D Syci i zrelaksowani słyszymy, że do sali wprowadzana jest kolejna grupa więc powoli zbieramy się do wyjścia. Kelnerka wyprowadza nas do przedsionka pogrążonego w półmroku, który w pierwszej chwili zdaje się być jednak wypełniony jaskrawym, bolesnym światłem. Kilka minut na przyzwyczajenie wzroku i ponowne spotkanie, tym razem z szefem kuchni. Zgadywanki! Szef, Radosław Nejman, znany także z poznańskiego Vine Bridge, odpytuje nas z menu. Zgadujemy z prawie stuprocentową skutecznością: Przystawki: pierożki z ciasta phyllo (filo) z gęsią orientalną z imbirem na sałatce z rzepy, pomidorów, ogórków, pestek granatu i słonecznika w sosie teriyaki; tatar z łososia (w dwóch wersjach: z cebulką + z jabłkami i suszonymi pomidorami), kawior, serek mascarpone, grzanki, palone siano z pora (w życiu bym nie zgadła!) Dania główne: polędwiczki cielęce z garam masala, pęczak gotowany z pudrem z suszonych grzybów, tagliatelle z marchwi w glazurze z pomarańczy i imbiru; łosoś smażony w kostkach z dwóch różnych części ryby: z mięsem jasnym i mięsem tłustym, w mące żołędziowej; pieczony mus z batatów i ziemniaków, z pestkami słonecznika; smażone, blanszowane listki brukselki w sosie sojowym z suszonymi pomidorami i mus z kalafiora. Desery (tu już nie zapisałam i szyję ze strzępkowych notatek i z pamięci, trochę kulawo): puder (?) z białej czekolady z karmelizowanymi wiśniami i liśćmi kaffiru; ciasto-mus z mlekiem skondensowanym w formie miękkich kostek; sos porzeczkowy i mango. bezy z musem z białej czekolady i lody nugatowe, ziemia kawowa, salsa z ananasa z pomarańczą. Wszystko przyrządzone niezwykle starannie i na miejscu bo, jak się dowiadujemy, szef nie korzysta z półproduktów - musi mieć pewność co do każdego składnika. Jedzenie jest naprawdę przepyszne. Jadąc do Poznania myślałam, że to nie o jedzenie chodzi - a jednak! Powaliło na kolana, zachwyciło. Jednak z pewnością o sukcesie pomysłu decydują też mechanizmy psychologiczne, stojące za tego typu doświadczeniem. Przede wszystkim przy odcięciu bodźców wzrokowych wszystkie pozostałe zmysły są ogromnie uwrażliwione. Mózg nie znosi bezczynności, pustki - nie radzi sobie z izolacją. Pozbawiony informacji wizualnych jest teraz zdany na pozostałe modalności. Zaczynamy słyszeć więcej, czuć więcej. Po kilkunastu minutach zaczynają się też dziać inne, śmieszne rzeczy. Umysł zaczyna dopowiadać sobie pewne informacje - generuje subtelne iluzje. Przy deprywacji sensorycznej - nawet krótkotrwałej - niedostymulowany mózg zaczyna wytwarzać obrazy, niezależne od faktycznych (i przecież chwilowo nieistniejących) bodźców. U nas pojawiają się po około kwadransie siedzenia w totalnej ciemności. To nieuchwytne wrażenie - przekonanie, że jednak coś widzę kątem oka - zarys jakiś, kontur, jaśniejszy punkcik czy niewyraźny cień. A jednak wiemy przecież, że to niemożliwe - sala jest dokładnie wyciemniona i jedynym źródłem światła jest maciupka dioda na noktowizorze kelnerki, pojawiającej się trzy lub cztery razy w ciągu tej godziny. Nie wierzymy, musimy sprawdzić, robimy testy. Machamy sobie nawzajem przed oczami każąc zgadywać kiedy, z której strony i którą ręką. Początkowo Adamowi nawet się udaje - do momentu gdy odkrywam, że… wnioskuje raczej na podstawie ruchu powietrza niż bodźców wzrokowych. Zmieniam procedurę, macham ręką obok i udowadniam, że jednak nie widać nic a nic. 1:0 dla restauracji! Kolejnym elementem tej niepokojącej, a jednak tak przyjemnej sytuacji jest muzyka. Doskonale dobrana, oddaje klimat tego miejsca. To Antony and the Johnsons, zaliczany (wikipedia) do gatunku baroque pop, choć nam kojarzący się też momentami z rockiem progresywnym. Ten niesamowity klimat i towarzyszące mu poczucie niepewności wywołuje skrajne emocje - wchodzimy w świat kompletnie nieznanych doznań. Może stąd te negatywne recenzje na Gastronautach? Wizyta w Dark Restaurant wymaga pewnej otwartości na bezradność, przekroczenia własnych ograniczeń, zdania się na kogoś innego - dlatego naprawdę nie warto się spinać, nie warto przychodzić z określonymi oczekiwaniami. Trzeba raczej poddać się doświadczeniu bycia tu i teraz, trwać w oczekiwaniu, niepewności, z tym dreszczykiem niepokoju i zaciekawienia. Taka sytuacja wywołuje niezwykłą intymność, daje możliwość spędzenia czasu we dwoje. Nic innego się nie liczy, jesteśmy tutaj tylko my, wszystko dookoła jest czernią. To doskonałe, kiedy chcemy oderwać się od rzeczywistości. Wyobraźcie sobie, że przez 2 godziny ani razu nie pomyślałam o pracy. Ani razu! A przecież to poniekąd praca sprowadziła mnie do Poznania… I właśnie - 2 godziny?! Po wyjściu z ciemnej sali przeżyłam niemały szok. W mroku czas minął szybciej bo wszystko było nowe, bo całą sobą musiałam skupić się na doświadczaniu, przeżywaniu, smakowaniu. Byłam przekonana że 40 minut, maksymalnie godzina. Ale dwie?! I jeszcze na koniec o tej magii, która zadziała się nad naszymi talerzami. Wyjaśnia ją psychologia jedzenia, całkiem fajna dziedzina wiedzy o poznawaniu przez nas rzeczywistości. Faktem jest, że jemy oczami. To kwestia kojarzenia pojęć i doświadczeń, uczenia się, wdrukowywania tych powiązań między widokiem obłej, brązowej bryły a zapachem świeżego chleba. Czerwonej, błyszczącej kuli a kwaskowością jabłka. Wzrok jest najbardziej dominującym z naszych zmysłów, więc główne sieci skojarzeń to smak-wygląd lub nazwa-smak. Kiedy skojarzenie jest nieoczywiste lub zaburzone, mózg dopowiada sobie brakujące informacje i często daje się chwytać w pułapki. Jak na przykład w brytyjskiej restauracji The Fat Duck (Pod Grubą Kaczką), gdzie możemy skosztować ciekawych potraw w jeszcze ciekawszych zestawieniach bodźców, na przykład owsianki ze ślimakami serwowanej wraz z odtwarzanym z słuchawek odgłosem chrupania herbatników. Mózg wpuszczony w takie maliny ulega złudzeniom - potrawa kleista i papkowata zaczyna wydawać się krucha i chrupiąca! (na podstawie artykułu S. Gieżyńskiego oraz http://www.fatduck.co.uk/) Również w Dark szef kuchni bawi się z nami w ciuciubabkę, zmieniając faktury i formy składników. Palone siano z pora? Ziemia kawowa? Tagliatelle z marchwi albo puder z suszonych grzybów? Spróbuj to odgadnąć, kiedy oprócz obrazu oraz informacji o składzie jesteś pozbawiony także możliwości trafnego wnioskowania na podstawie kształtu, faktur, konsystencji… Ograbieni z tych informacji skazani jesteśmy zatem na odwrócenie procesu kojarzenia. Tym razem to pierwotne bodźce - smak i zapach - muszą stanowić wskazówkę do wnioskowania o tym, co jemy. Proces wymaga znacznie dokładniejszej analizy, jemy wolniej, mocniej koncentrujemy się na smaku i zapachu; kiepskie jedzenie w takich warunkach się nie obroni. W Dark Restaurant obroniło się wyśmienicie! Po tych ponad trzech godzinach (zagadaliśmy się jeszcze z właścicielem, żal było wychodzić) wróciliśmy do Warszawy zrelaksowani, bogatsi o nowe doświadczenie, zafascynowani. I zdecydowani wrócić na Bizarre Food, czyli nieco bardziej ekstremalną i niecodzienną wersja menu. Polecamy wszystkim fanom dobrego jedzenia oraz nieszablonowych doświadczeń, łamania reguł, oblizywania palców, przekraczania własnych słabości i eksperymentowania ze zmysłami. 2015 02 06

więcej >>

Dark Restaurant, czyli jak kolacja może Cię zaskoc

2017-03-31

http://zwyboru.wroclaw.pl/uncategorized/dark-restaurant-czyli-jak-kolacja-moze-cie- Dark Restaurant, czyli jak kolacja może Cię zaskoczyć… Opublikowany 12 lutego 2014 Dark Restaurant® Miejsce jedyne w swoim rodzaju… zaskakujące… tajemnicze… Jedzenie w ciemności? Jak najbardziej tak! Jest to jedyne miejsce w Polsce w którym możemy tego doświadczyć. Totalna ciemność, niesamowite zapachy, jedzenie rękoma… to tylko niektóre z wrażeń jakie możemy doświadczyć jedynie w Poznaniu. Jest to magiczne i intrygujące miejsce. Całkowite wyłączenie zmysłu wzroku powoduje wyostrzenie pozostałych zmysłów, dzięki czemu potrawy smakują cudownie. Brak menu jest kolejną zaletą tego miejsca, nigdy nie wiesz dokładnie co zjesz, można tylko wybrać jeden z trzech zestawów specjalnych: Mood Food, Bizzare Food, VEGA Food lub jeden z dwóch zestawów standardowych. Po chwili poszukiwań znaleźliśmy wejście, które zwróciło naszą uwagę dwoma rzeźbami. Na początku wnętrze wydawało się bardzo niepozorne, do czasu zejścia schodami w dół. Znaleźliśmy się się koło baru, niezwykle klimatyczne wnętrze zrobiło niesamowite wrażenie na mnie i moich znajomych. Krótka chwila i przemiła kelnerka zabrała nas do „pomieszczenia przesłuchań” , było to pokój z dużym stołem w którym ustalaliśmy jaki zestaw chcielibyśmy zamówić i jakich składników nie możemy lub nie chcemy jeść… . Po rozmowie chwila na ostatnie przygotowania i ruszamy… przejął nas kelner, wyposażony w noktowizor, wprowadzając na sale w której było widać jedynie chodzące zielone lampki(noktowizory) nie wiedzieliśmy ile jest stołów, jak są rozłożone czy też jak wygląda pomieszczenie w którym jesteśmy, słychać było jedynie głosy innych gości i nasze. Na początku dostaliśmy napoje, wlewanie wody do szklanki w ciemności było nie lada wyzwanie. Zajęło nam chwile zanim przyzwyczailiśmy się do warunków, po dłuższej chwili dostaliśmy przystawki następnie danie główne i deser z kawą. Nie wiedzieliśmy do samego końca co było na talerzach, potrawy jedliśmy rękoma co pomagało w niewielkim stopniu rozpoznać co mamy na talerzach a także zapobiegało poparzeniu się. Na szczęście jakimś cudem udało nam się uniknąć poplamienia ubrań. Po skończeniu kelner wprowadził nas do sali już oświetlonej w której czekało nas spotkanie z szefem kuchni… Było wiele zabawy gdy szef kuchni kazał nam zgadywać co jedliśmy. Ja wybrałem zestaw Mood Food , był to zestaw podnoszący poziom endorfin, więc ważniejsze składniki posiłku były łatwe do odgadnięcia m.in.: wołowina, lody kawowe, czy gruszka z serem pleśniowym. Natomiast jeno z nas wybrało zestaw dla odważnych, który kelnerka określiła jako „Hardcorowy”. Największą niespodzianką były dla nas główne składniki tego zestawu, mianowicie: larwy mączniaka jako przystawka, penis wołowy w tortilli czy grillowane szarańcze na deserze to były główne składniki tego zestawu. Oczywiście wszystko podane przepysznie oraz odpowiednio doprawione. Podsumowując jest to miejsce, które z pewnością odwiedzę i to nie raz… Doskonały smak, tajemniczy klimat i niesamowita zabawa to właśnie cechuje Dark Restaurant. Polecam

więcej >>

Dark Restaurant. Nigdy nie wiesz, co ci podadzą

2017-03-31

http://podroze.onet.pl/dark-restaurant-nigdy-nie-wiesz-co-ci-podadza/jkpp4 Dark Restaurant. Nigdy nie wiesz, co ci podadzą Aby się najeść, wcale nie trzeba widzieć i wiedzieć, co wkładamy do ust. Do takiego wniosku doszli właściciele poznańskiej restauracji. To jedno z nielicznych miejsc, w której goście gotowi są zapłacić za kolację nie wiedząc, co im podadzą do stołu. Dark Restaurant w Poznaniu Dark Restaurant w Poznaniu Na takie ekstremalne doznania kulinarne z pewnością nie wszystkich stać. I nie chodzi tu tylko o dość wysokie ceny posiłków, ale o odrobinę odwagi, by spędzić przy restauracyjnym stole 2 godziny zupełnie po ciemku. Ale zacznijmy od początku. Wchodzimy do sali po omacku. W najgorszym wypadku możemy poprosić o pomoc kelnera, który trzymając nas za rękę, sadza przy zarezerwowanym wcześniej stoliku. To ostatnia rzecz, w której ktokolwiek ci tutaj pomoże. Później możesz liczyć już tylko na ślepy los. Dosłownie, bo goście mają także okazję przekonać się, jak trudne jest spożywanie posiłków przez osoby niewidome. Nawet gdyby istniało tutaj menu, to w ciemnościach nikt nie mógłby go odczytać. Zatem to, co przyniesie kelner pod nasz nos, zawsze jest kompletną niespodzianką. No może nie do końca, bo na życzenie można wcześniej ustalić, czego nie lubimy i nigdy nie przełkniemy. Ale i tak nadal pozostaje bardzo szeroki wachlarz dań, które będą dla nas zaskoczeniem. Szef Kuchni codziennie proponuje nowe menu w stylu fusion, a wszystkie dania są przygotowywane zgodnie z zasadami slow food. Dziobanie widelcem Spożywanie posiłków w takiej atmosferze to nie lada wyzwanie. Nie zawsze trafisz widelcem czy nożem w jedzenie, więc kelnerzy zachęcają, by pomagać sobie palcami. Przecież i tak nikt nie widzi, że się przy tym totalnie pobrudziliśmy. Dziobanie widelcem na oślep, rozlewanie wina, czy rozmowy w towarzyszącymi osobami bez kontaktu wzrokowego należą tutaj do normy. Można sobie ziewać, przeciągać się, jeść palcami. Jednym słowem kultura zachowania przy stole nie obowiązuje. Kelnerzy mogą z łatwością trafić z jedzeniem do naszego stołu, bo jako jedyni mają na głowach noktowizory, które pozwalają im swobodnie poruszać się w ciemnościach. Wykorzystują je także wtedy, kiedy gościom trzeba pomóc w dojściu do toalety. Co ciekawe, w Dark Restaurant w Poznaniu miały już miejsce nietypowe zaręczyny. Oczywiście także zupełnie po ciemku. Warto również dodać, że w restauracji zabronione jest używanie telefonów komórkowych, zegarków fluorescencyjnych oraz innych przedmiotów mogących być nawet znikomym źródłem światła. Pomysł nie jest jednak zupełnie nowatorski. Podobne restauracje funkcjonują od kilku lat chociażby w Berlinie i w Paryżu. Pierwszą "ciemną restaurację" otwarto w Azji w 2006 roku.

więcej >>

Smaki ciemności

2007-06-17

Zrezygnować z widoku apetycznej kompozycji na talerzu, migotania wina w kieliszku, blasku świec? Co w zamian? Można sprawdzić w pierwszej w Polsce DARK RESTAURANT.

 

więcej >>